Seria noży CRKT sygnowanych logiem Elishewitza budziła we mnie mieszane uczucia, nie mogłem się do nich przekonać. Fakt, że kontakt z nimi miałem raczej sporadyczny i nigdy nie mogłem nimi popracować. Teraz dzięki uprzejmości Wara miałem okazję dokładniej przyjrzeć się tej konstrukcji, a także troszkę tym popracować.
Sebenza budziła emocja od zawsze. Dla jednych to nóż bliski ideału, dla innych nóż legenda, jeszcze inni patrzą na niego nie rozumiejąc ceny, a i znajdzie się grupa ludzi, która z fanatyzmem będzie broniła użytkowości tego noża nawet wtedy, gdy ich sztuki bezpiecznie leżą w szufladach i jedyną ich pracą jest zbieranie kurzu.
W ramach FT w moje łapy tym razem wpadł prawdziwy rodzynek - custom pełną gębą, perełka z kraju kwitnącej wiśni – Kiku Matsuda, model KM-70 o wdzięcznym przypisku „Utility III”.
W dobie męskiej pogoni za taktyczną stroną mocy, zalewa nas rynek noży z charakterem militarnym. Czarne rękojeści, czarne powłoki i czarne pochwy dzielnie podnoszą morale kolekcjonerów, którzy robiąc sobie zdjęcia z plastikowymi karabinami prężą brzuchy z taktycznym szpejem, wśród których dynda jakiś taktyczny czarny nożyk. Gdzieś podział się uśmiech wesołości z posiadania noża, który swym wyglądem nie przypomina narzędzia zbrodni z Afganistanu, mając dookoła siebie otoczkę marketingowego bełkotu o jednostkach, jakie tego noża używały. Gdzieś rozmyła się radośnie uśmiechnięta gęba, która na widok koloru innego niż czarny, cieszy się faktem istnienia czegoś odmiennego, od narzędzi używanych przez Psy Wojny...
Swego czasu jeden z członków MTPN coś mi wspomniał o nożu Andreha.
Andreh...Andreh... ktoż to jest... może jakiś czeski maker. Tak sobie pomyślałem. Z czasem okazało się, że noże Andreha są coraz popularniejsze w Naszym Stowarzyszeniu. Postanowiłem się mocniej tematem zainteresować i zapytałem kto to właściwie jest. I nikt nie wie w jak wielkim szoku byłem gdy okazało się, że Andreh to młody chłopak z Polski który robi bardzo fajne nożyki. Jak to się stało, że umkneły mi jego produkcje ? Tego nie wiem ale tak się stało. To było na dużo przed tym zanim autor noża o którym zaraz napisze dostał własny dział.
Pisząc poniższy tekst, odpowiadam w pewnym sensie na prośby o przybliżenie BM 155 czytelnikom forum , zawarte w wątku o nożu myśliwskim. Jest to moja pierwsza próba zrecenzowania czegokolwiek więc proszę o wyrozumiałość.
Mikova AZ 07 wypatrzyłem na zlocie w 2008 i od razu wpadł mi w oko, a kiedy Pecu nieopatrznie powierzył go w me łopatki do testów stwierdziłem, że tak w samotności to mu smutno będzie. Przemyślałem własne zasoby Sisspukko M95, Wz. 55, trener co nasunęło mi błyskotliwą myśl, że to już jakaś linia środkowoeuropejska i postanowiłem wśród znajomych zapożyczyć Wz. 92 vel 62 Ks (od KOZIego) oraz Glocka 78 (od LUDZIKa). Niestety węgierski nóż szturmowy znany mi jest jedynie z opisów i fotek.
Zastanawiałem się jak podejść do noża, który krąży wśród ludzi przez już dość długi czas, a o którym do tej pory nikt nie napisał ani słowa. Z mieszanymi uczuciami przyjąłem decyzję, że to bowie trafi w moje ręce. W końcu już kiedyś była podjęta próba napisania recenzji, która z niewiadomych powodów nie powiodła się, a teraz to ja mam się z tym zadaniem zmierzyć.
Oczekiwanie nie było specjalnie długie, a przesyłka zapakowana solidnie. Wystarczająco solidnie żeby jeszcze podgrzać atmosferę. Nie będę ukrywał ciekawość spowodowała, że z paczki niewiele zostało ale w końcu w ręku pojawił się On. I od razu pojawiły się wątpliwości związane z prowadzeniem testów. Okazało się bowiem, że w zestawie nie ma kabury, co znacznie utrudniało możliwości transportowania noża w życiu codziennym. Szybko jednak zapomniałem o tym drobnym szczególe, zwłaszcza, że miałem w ręku naprawdę ładną zabawkę. I nic więcej się nie liczyło…
Czyli poszukiwania zamiennika dla Spyderco Military ciąg dalszy.
Dlaczego tak?
Oba noże są do siebie bardzo podobne. Ogólnie rzecz biorąc – różnią się tylko stylistycznymi smaczkami i… no właśnie o tym będzie ta pisanina.